W stolicy, przy Łazienkowskiej, spotkały się dwa zespoły z aspiracjami — Legia i Jagiellonia — w zaległym meczu 6. kolejki Ekstraklasy. Mecz miał wyrównany przebieg, a ostatecznie zakończył się bezbramkowym remisem 0:0.
Od pierwszych minut obie drużyny starały się narzucić swoje tempo, lecz skuteczność w ataku pozostawiała wiele do życzenia.
W pierwszej połowie padły dwie żółte kartki — dla Stojanovicia i Pululu — co pokazuje, że gra momentami była intensywna i fizyczna.
Tuż przed przerwą Jagiellonia wydawała się znaleźć sposób na otwarcie wyniku — Vital strzelił głową po dośrodkowaniu, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną.
Po zmianie stron Legia starała się przejąć kontrolę nad meczem, częściej przebywając przy piłce, ale skuteczne wejście do pola karnego było utrudnione przez dobrze ustawioną obronę gości.
W 62. minucie Jagiellonia także dokonała zmian, co pokazało, że zespół szukał świeżości i sposobów na zaskoczenie rywala.
W doliczonym czasie gry Legia miała swoje okazje — m.in. Rajović główkował niecelnie, a zamieszanie po rzucie rożnym gości ostatecznie nie przyniosło gola.
W końcowych minutach Jagiellonia broniła się mocno, wykorzystując podporę z tyłów i utrudniając przeciwnikowi klarowne sytuacje podbramkowe.
Sławomir Abramowicz, bramkarz Jagiellonii, zebrał uznanie za kilka udanych interwencji, gdy Legia starała się forsować ofensywę.
Obrona gości w ogólnym rozrachunku spisała się dobrze, skutecznie neutralizując większość groźnych ataków Legii.
Z kolei Legia — choć miała momenty przewagi — nie zdołała przełożyć tego na gole, również ze względu na zawodników Jagiellonii, którzy konsekwentnie eskortowali piłkę z obszaru zagrożonego.
Mecz można opisać jako taki, w którym równowaga sił była wyraźna — żadna z drużyn nie zdominowała rywala w sposób przejmujący. Remis 0:0 odzwierciedla fakt, że obie drużyny stworzyły okazje, ale brakowało precyzji i skuteczności w kluczowych momentach. Dla Legii to strata punktów na własnym terenie, dla Jagiellonii — cenny punkt wywieziony z trudnego terenu.